Onboarding klientów hurtowych na platformę B2B - jak przenieść zamówienia z telefonu i maila do sklepu online

Handlowiec hurtowni pokazuje klientowi panel B2B - dwie osoby w magazynie

W skrócie

Onboarding klientów hurtowych na platformę B2B udaje się, gdy klient od pierwszego logowania widzi swoje wynegocjowane ceny (a nie katalogowe), logowanie jest banalne, a handlowiec raz siada z nim i przechodzi pierwsze zamówienie. Nie zmuszaj na siłę - zostaw telefon i mail otwarte. W Selldi zamówienia z maila, PDF i Excela i tak trafiają do ERP dzięki funkcji AI Email Reader, więc nawet klient, który się nie przestawi, ląduje w systemie bez przepisywania ręką.

W każdej hurtowni jest ten jeden handlowiec, który zna swoich klientów na pamięć. Pan Krzysztof z firmy instalacyjnej dzwoni we wtorki, zwykle koło dziesiątej, i dyktuje to samo co tydzień - kolanka, trochę rur, uszczelki, czasem coś dodatkowego pod konkretną budowę. Nie musi podawać numerów katalogowych, bo handlowiec i tak wie, o co chodzi. Załatwiają zamówienie w trzy minuty rozmowy i obaj są zadowoleni. I właśnie dlatego, kiedy ktoś z zarządu mówi "wdrażamy platformę B2B, klienci będą zamawiać sami przez internet", pierwsza reakcja handlowca brzmi: moi klienci nigdy nie będą tego robić.

To najczęstsza obiekcja, jaką słyszy każda hurtownia przed wdrożeniem sklepu B2B. I trzeba ją potraktować poważnie, bo zwykle nie jest wymówką - jest trafnym opisem rzeczywistości. Część klientów rzeczywiście nie przestawi się nigdy. Ale wniosek, że skoro tak, to cały sklep nie ma sensu, jest błędny. Sztuka onboardingu nie polega na tym, żeby zmusić wszystkich do klikania, tylko żeby tym, którzy mogą się przenieść, maksymalnie to ułatwić - i żeby reszta, która zostanie przy telefonie i mailu, też wpadała do systemu bez przepisywania ręką.

Dlaczego klienci się opierają

Warto najpierw zrozumieć, skąd bierze się opór, bo bez tego każda próba przeniesienia klientów będzie walką z wiatrakami. Pierwszy powód jest najprostszy: przyzwyczajenie. Klient od lat zamawia telefonicznie, ma swój rytm, zna głos handlowca, ufa, że jak coś pójdzie nie tak, to jeden telefon załatwia sprawę. Sklep internetowy to dla niego niewiadoma - kolejne hasło do zapamiętania, kolejny panel, w którym trzeba się odnaleźć. Dopóki stary sposób działa, nie ma powodu, żeby cokolwiek zmieniać.

Drugi powód jest praktyczny i dotyczy szczególnie branż takich jak budowlanka czy instalacje. Osoba, która faktycznie zamawia, to często nie księgowa siedząca przy biurku, tylko kierownik budowy albo polier, który dzwoni z placu, w kasku, z telefonem przy uchu i błotem na butach. On nie usiądzie do komputera, żeby przeklikać zamówienie - dla niego telefon jest najszybszym narzędziem, jakie ma pod ręką. Trzeci powód to zaufanie do konkretnego człowieka: klient nie kupuje "od hurtowni", tylko "od pana Krzyśka", który zawsze doradzi, podpowie zamiennik i przypilnuje, żeby dostawa doszła na czas. Trudno to zastąpić formularzem.

Najważniejszy moment: własna cena po zalogowaniu

Jeśli miałbyś zapamiętać z tego tekstu jedną rzecz, to tę: klient hurtowy zaloguje się do sklepu tylko wtedy, gdy zobaczy w nim swoją cenę. Nie katalogową, nie "orientacyjną, sprawdzimy na fakturze", tylko dokładnie tę, którą wynegocjował - z jego rabatem, jego progami ilościowymi, jego indywidualnym cennikiem. To jest cały sekret. Klient, który po zalogowaniu widzi te same kwoty, jakie zna z faktur, od razu czuje, że to jest jego sklep, a nie ogólnodostępna witryna z cenami dla przypadkowych kupujących.

Odwrotnie działa to natychmiast: jeśli klient wejdzie i zobaczy ceny wyższe niż te, które ma u handlowca, zamknie kartę i już nigdy nie wróci - bo przez telefon ma pewność, że dostanie swoją stawkę. Dlatego w Selldi ceny i rabaty po zalogowaniu zaciągane są z systemu ERP hurtowni: Comarch ERP XL i Optima, Subiekt GT i nexo, Symfonia. Indywidualny cennik kontrahenta, rabaty grupowe i progowe - klient widzi je tak, jak ustalono w ERP, bez ręcznego dublowania cenników w sklepie. To jest fundament, na którym dopiero da się budować cały onboarding.

Pierwsze logowanie musi być banalne

Druga bariera to samo wejście do środka. Jeśli pierwsze logowanie wymaga zakładania konta przez długi formularz, potwierdzania maila, wymyślania hasła z trzema znakami specjalnymi i czekania na akceptację - większość klientów odpadnie na tym etapie. Dlatego dobry onboarding zaczyna się od tego, że to hurtownia zakłada kontrahentowi konto, a nie odwrotnie. Klient dostaje gotowy dostęp - prosty pierwszy login z możliwością ustawienia własnego hasła w jednej chwili - i od razu trafia do panelu, w którym widzi swoje produkty i swoje ceny.

Im mniej kroków między "chcę spróbować" a "widzę swój koszyk", tym lepiej. W praktyce najlepiej działa sytuacja, w której klient przy pierwszym kontakcie nie musi w ogóle nic zakładać - po prostu dostaje od handlowca dane do logowania razem z informacją, co tam znajdzie. Reszta dzieje się sama, bo dane kontrahenta, jego cennik i historia są już w ERP, a sklep tylko je pokazuje. Pierwsze logowanie nie powinno przypominać zakładania konta w banku, tylko otwarcie czegoś, co już na klienta czeka gotowe.

Handlowiec, który siada z klientem

Najskuteczniejszy onboarding, jaki widać w hurtowniach, nie dzieje się przez maile zachęcające do rejestracji. Dzieje się przy jednym wspólnym posiedzeniu. Wyobraź sobie, że pan Krzysztof - ten od wtorkowych telefonów - przyjeżdża po odbiór towaru. Handlowiec mówi: "Panie Krzysztofie, mam coś, co Panu skróci te nasze wtorki. Niech Pan da telefon na chwilę." Otwiera w przeglądarce sklep, loguje go i razem, na jego telefonie, składają to samo zamówienie, które normalnie dyktowaliby przez słuchawkę. Handlowiec pokazuje, gdzie są jego ceny, jak ponowić zamówienie z zeszłego tygodnia, jak zapisać stałą listę. Pięć minut. Klient wychodzi z poczuciem, że to nie jest trudne - bo właśnie sam to zrobił, tylko z asystą.

Ta jedna wspólna sesja jest warta więcej niż dziesięć przypominających maili. Klient nie boi się już panelu, bo raz przez niego przeszedł z kimś, kto mu pomógł. Następnym razem spróbuje sam, a jak coś nie zagra - wciąż może zadzwonić. Warto, żeby handlowiec za pierwszym razem zbudował z klientem jego pierwszą stałą listę zakupową albo pokazał ponowienie zamówienia z historii, bo to są dokładnie te funkcje, które sprawiają, że kolejny zakup zajmuje minutę zamiast kwadransa. Klient, który raz poczuje tę szybkość, sam zacznie wybierać sklep zamiast telefonu.

Import historii zamówień - klient nie zaczyna od zera

Jest jeszcze jeden cichy element, który decyduje o tym, czy klient zostanie w sklepie: czy zastaje w nim pustkę, czy swoją historię. Jeśli po zalogowaniu widzi pusty panel i komunikat "nie masz jeszcze żadnych zamówień", musi wszystko budować od nowa - a to zniechęca. Jeśli natomiast w panelu są już jego poprzednie zamówienia, zaciągnięte z ERP, to od pierwszej chwili ma z czego korzystać: klika "zamów ponownie" przy zamówieniu sprzed tygodnia i ma gotowy koszyk z aktualnymi cenami i dostępnością.

Dlatego warto, żeby wdrożenie obejmowało przeniesienie historii zakupów kontrahentów do panelu. Klient, który loguje się pierwszy raz i od razu widzi "swoje" rzeczy - to, co faktycznie kupował - dużo łatwiej uwierzy, że sklep jest dla niego, a nie przeciwko niemu. To różnica między wejściem do urządzonego mieszkania a do pustych ścian. Zaimportowana historia to też najprostsza droga do pierwszego samodzielnego zamówienia, bo klient nie buduje koszyka od zera, tylko poprawia to, co już zna.

Nie zmuszaj na siłę - zostaw oba kanały otwarte

Najczęstszy błąd przy wdrożeniu to ultimatum: "od pierwszego dnia miesiąca przyjmujemy zamówienia tylko przez sklep". To prawie zawsze kończy się źle - część klientów odbiera to jako utrudnienie, czują się przymuszeni i część z nich po prostu zamawia rzadziej albo zaczyna rozglądać się za dostawcą, który nie każe im się przestawiać. Lepiej traktować sklep jako wygodniejszą opcję, którą się oferuje, a nie obowiązek, który się narzuca. Telefon i mail zostają otwarte. Klient sam przejdzie na sklep, kiedy poczuje, że to dla niego szybsze - a poczuje to tylko, jeśli faktycznie jest szybsze.

I tu jest najważniejsza rzecz, która zdejmuje z onboardingu całą presję: kanał mailowy wcale nie musi zniknąć, żeby hurtownia zyskała porządek w systemie. Selldi ma funkcję AI Email Reader, która czyta zamówienia przychodzące e-mailem - razem z załącznikami w PDF i Excelu - i przenosi je wprost do ERP, bez przepisywania ręką. To znaczy, że klient, który nigdy nie zaloguje się do sklepu i dalej będzie wysyłał zamówienie mailem dokładnie tak jak dotąd, i tak ląduje w systemie jako uporządkowane zamówienie. Onboarding przestaje być grą o wszystko - nawet klient, który został przy mailu, jest dla Ciebie wygraną, bo jego zamówienie nie wymaga już ręcznego wklepywania przez biuro.

Kiedy to nie ma sensu

Uczciwie - są klienci, których nie przeniesiesz i nie warto na to wydawać energii. Klasyczny przykład to wspomniany polier czy brygadzista, który zamawia z placu budowy, w biegu, i dla którego każda sekunda przy ekranie to strata. On będzie dzwonił albo wysyłał SMS-a i tak ma zostać - od tego masz AI Email Reader i handlowca, żeby ogarnąć to po swojej stronie. Próba zmuszenia takiego klienta do logowania skończy się tylko jego irytacją, a w najgorszym razie - zamówieniem złożonym u konkurencji, która o to nie marudzi.

Drugi przypadek to mały portfel klientów. Jeśli masz kilkunastu stałych odbiorców, których handlowiec obsługuje na wyrywki i zna każdego z imienia, to budowanie całego procesu onboardingu na platformę bywa sztuką dla sztuki - prościej dalej dzwonić. Platforma B2B zwraca się tam, gdzie klientów są dziesiątki albo setki, a biuro tonie w powtarzalnych telefonach i mailach. Podobnie, jeśli Twoja sprzedaż to głównie jednorazowe projekty i wyceny pod konkretne zlecenie, a nie powtarzalne zamówienia - wtedy ponowienia i listy zakupowe niewiele dadzą, a onboarding klientów na samodzielne zakupy będzie miał mniejszy sens niż dobra obsługa zapytań ofertowych.

Prosty test: spójrz, ilu Twoich klientów zamawia regularnie i powtarzalnie oraz ile czasu Twoje biuro traci tygodniowo na przepisywanie ich zamówień. Jeśli to dużo - onboarding się opłaci, a nawet ci, którzy zostaną przy mailu, odciążą Cię dzięki automatycznemu czytaniu zamówień. Jeśli klientów jest garstka i każdy zamawia inaczej - odpuść przymus, zostaw telefon i nie rób z tego rewolucji.

Od czego zacząć

Zacznij od policzenia, ilu masz klientów regularnych i powtarzalnych - to oni przejdą na sklep najszybciej i od nich warto zacząć. Wybierz kilku najbardziej otwartych, poproś handlowca, żeby przy najbliższej okazji usiadł z nimi na pięć minut i przeszedł pierwsze zamówienie razem. Zadbaj, żeby po zalogowaniu widzieli swoje ceny i swoją historię, a nie pustkę i cennik katalogowy. I nie wyłączaj telefonu ani maila - niech sklep wygrywa wygodą, a nie przymusem. Resztę, czyli tych, którzy się nie przestawią, i tak złapiesz po stronie ERP. Jeśli chcesz zobaczyć, jak to wygląda w praktyce, Selldi udostępnia działające demo na branży budowlanej pod adresem demo.selldi.pl/showcase - zalogujesz się jako klient hurtowy i zobaczysz, jak wyglądają ceny po zalogowaniu w panelu klienta. Prezentację pod swoją hurtownię można umówić na selldi.pl, a pytania techniczne wysłać na helpdesk@selldi.pl.

Najczęściej zadawane pytania

Klienci mówią, że i tak nie będą zamawiać online - czy wdrożenie platformy B2B ma sens?

Ma, bo onboarding nie polega na zmuszaniu wszystkich do klikania. Tym klientom, którzy mogą się przenieść, maksymalnie to ułatwiasz - własna cena po zalogowaniu, banalne logowanie, handlowiec, który raz siada i pokazuje pierwsze zamówienie. A ci, którzy zostaną przy telefonie i mailu, i tak trafiają do systemu: w Selldi AI Email Reader czyta zamówienia z maila, PDF i Excela i przenosi je do ERP bez przepisywania. Hurtownia zyskuje niezależnie od tego, ilu klientów się przestawi.

Co najbardziej decyduje o tym, czy klient hurtowy zaloguje się do sklepu?

Własna cena. Klient wejdzie i zostanie tylko wtedy, gdy po zalogowaniu zobaczy swoją wynegocjowaną stawkę - z rabatami i indywidualnym cennikiem - a nie cenę katalogową. W Selldi ceny i rabaty zaciągane są z systemu ERP (Comarch ERP XL i Optima, Subiekt GT i nexo, Symfonia), więc klient widzi dokładnie to, co zna z faktur. Jeśli ceny się nie zgadzają, klient zamknie kartę i wróci do telefonu.

Czy po wdrożeniu sklepu B2B trzeba wyłączyć zamawianie przez telefon i mail?

Nie i lepiej tego nie robić. Ultimatum w stylu "od teraz tylko przez sklep" zniechęca klientów i bywa odbierane jako utrudnienie. Zostaw oba kanały otwarte i pozwól, żeby sklep wygrywał wygodą, a nie przymusem. Mail wcale nie musi zniknąć - dzięki funkcji AI Email Reader zamówienia mailowe i tak trafiają do ERP uporządkowane, więc nawet klient przy starym nawyku odciąża Twoje biuro.

Jak ułatwić klientowi pierwsze zamówienie w nowym sklepie?

Najlepiej działa jedna wspólna sesja: handlowiec siada z klientem na pięć minut, loguje go i razem składają to samo zamówienie, które zwykle dyktowaliby przez telefon. Przy okazji budują stałą listę zakupową albo pokazują ponowienie zamówienia z historii. Pomaga też zaimportowanie wcześniejszych zamówień kontrahenta do panelu, żeby od pierwszego logowania miał z czego korzystać, a nie zastał pustkę.

Co z klientami, którzy nigdy się nie zalogują, jak kierownik budowy?

Nie zmuszaj ich - to strata energii. Polier czy brygadzista zamawia z placu w biegu i telefon jest dla niego najszybszy. Takich klientów obsługujesz po swojej stronie: zamówienie z maila albo z załącznika PDF czyta AI Email Reader i wrzuca do ERP, a handlowiec dalej odbiera telefon. Platforma odciąża biuro nawet wtedy, gdy klient w ogóle nie wchodzi do sklepu.

Zobacz Selldi w działaniu

Najprościej przeklikać demo na demo.selldi.pl/showcase - zalogujesz się jako klient hurtowy i zobaczysz ceny po zalogowaniu, wyszukiwanie po symbolu i EAN oraz panel. Możesz też umówić bezpłatną prezentację dopasowaną do Twojego asortymentu albo napisać na helpdesk@selldi.pl. Wdrożenie zwykle około 2 tygodni, integracja z Twoim ERP (Comarch, Subiekt, Symfonia), bez prowizji od sprzedaży.

Umów prezentację